czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 1. Jestem z kolekcji limitowanej.


Bunny
Dawno, dawno temu urodziła się mała dziewczynka, której do szczęścia było naprawdę nie wiele potrzebne. W zasadzie czuła się już o niebo lepiej, gdy do jej drobnych rączek dostawał się duży, biały miś i mogła się do niego przytulić. Wszystkie złe wspomnienia odchodziły wtedy jak za sprawą dotknięcia magicznej różdżki. Rosła, a miś stawał się powiernikiem najskrytszych myśli, razem z kartonem po butach z drobnymi pamiątkami z najważniejszych w jej życiu momentów. Zmieniała się, dorastała, a pluszak wędrował z nią. Jakkolwiek daleko była od osób, które ją kochały wystarczyła chwila, spojrzenie rzucone na maskotkę żeby wziąć się w garść. Jakkolwiek życie było trudne, zawsze znajdowało się coś, co mogłoby je osłodzić. Jedno wspomnienie, które dodawało wiary, że jeszcze karty się odwrócą.
Tą osobą jestem ja. Maja Przybylska, lat 21. Coś co by mnie wyróżniało? Chyba nie wiele znajdę takich rzeczy. Nie jestem pięknością. Mam 165 cm wzrostu, dosyć długie blond włosy, które i tak najczęściej związuje w kucyka. Niebieskie oczy? Właściwie są zbyt duże, a moje rzęsy są wkurzająco długie. Tego pewnie nie spodziewaliście się usłyszeć ale to zdecydowanie mnie denerwuje, bo więcej z nimi pracy niż pożytku. Jestem szczupła, możliwe nawet, że momentami zbyt chuda, gdy znowu zapomnę o tym, że powinnam jeść. Niestety często mi się zdarza, zwłaszcza gdy tak jak w wakacje muszę podwójnie pracować. Czesne do szkoły samo się nie opłaci. Któregoś lata, gdy miałam gdzieś koło czternastu lat uświadomiłam sobie co chce robić, dokładniej na ślubie kuzynki, gdy zobaczyłam jej suknie. Chciałam kiedyś po prostu stworzyć takie cudo. Szkoda, że szybciej się nie obudziłam, może szkoda, że nadal tkwię w tym śnie, że kiedyś rzeczy stworzone przeze mnie będzie nosić więcej osób niż ja sama. Zaoszczędziłoby mi to prawdopodobnie wielu cennych złotówek i długich godzin pracy, żeby móc sobie na to pozwolić.
Ciężka praca nie jest mi obca. Na większość rzeczy w swoim życiu zapracowałam. Nie miałam tyle szczęścia, co niektóre dzieciaki w tej kwestii. Nigdy jednak nie narzekałam. Babcia zapewniała mi i mojej siostrze to co najważniejsze – miłość. O resztę mogłam sama walczyć i wcale nie miałam o to pretensji. Może dało mi to więcej w życiu? Nie bałam się już nowych wyzwań i chociaż czasami bywało naprawdę ciężko to… miałam przynajmniej twardy tyłek.
Lato się kończyło, ba nadchodził październik, a jedna z moich prac, właściwie ta główna miała odejść w niepamięć. Właściwie patrząc na wyniki jakie osiągała ta spółka, to na rynku byli i tak za długo. Dla mnie to znaczyło jedno, musiałam rozejrzeć się za czymś, co miało mi pozwolić swobodnie żyć i nadal się uczyć w weekendy. Powysyłałam naprawdę sporo CV i kilka rozmów było przede mną. Jedna z nich była w piątkowe przedpołudnie. Nie denerwowałam się specjalnie, na rozmowach kwalifikacyjnych byłam tyle razy, że… nie było mi już nic obce. Przeszłam i wersje z problemami do rozwiązania i mnóstwem osobistych pytań. Ba! Zdarzały mi się nawet rozmowy, w czasie których ktoś próbował się do mnie dobierać.
Przed wyjściem miałam jeszcze jedną rzecz do zrobienia. Było to dziwne, ale czułam się lepiej, gdy napisałam do niego chociaż słowo. Nie miałam wielu przyjaciół. Chyba było to prawie niemożliwe, żebym ich miała. Dwa etaty, opieka nad nastolatką i studia. Nie brzmi kolorowo, a on mimo szarości w swoim nicku… ubarwiał moje życie.


Nadawca: Bunny
Temat: Trzymaj kciuki.
Data: 17 września 2014, 08:52
Adresat: Mr. Grey

Musze lecieć na rozmowę. Obstawiasz zboczeńca, psychopatę czy wstrętnego, potliwego trola?

Rozbawiona Bunny

Nie czekałam na jego odpowiedź. Tyle czasu tym razem nie miałam, a mój telefon zdecydowanie nie należał do tych, które posiadałyby Internet i wszystkie te dziwne aplikacje. Miałam ważniejsze wydatki niż to, w tym momencie chociażby nowy laptop. Po cichu liczyłam, że coś jednak mi zostanie, gdy opłacę czesne za pół roku. Informacji jeszcze konkretnej nie było, ale zawsze mogłam liczyć na jakąś zniżkę gdy płaciłam z góry i małą premię za dobre wyniki w nauce. Dopóki zasady nie były jednak ustalone musiałam liczyć się z tym, że będę musiała zapłacić całość. Całkiem okrągłą sumkę jak na moją kieszeń.
Zbiegłam po schodach i wpadłam na chwilę do kuchni. Jak zwykle grało tam radio z ulubionymi, starymi kawałkami babci. Krzątała się po kuchni, ale gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się ciepło.
-Wysłałaś ją do szkoły? – zerkam na babcie. Ostatnio nie zawsze Młoda trafiała tam gdzie miała, a jak trafiała to momentami nie za dobrze się to kończyło. Ani ja ani babcia nie wiedziałyśmy co też się w tym roku z nią wyprawiało. Marcela była jak kot. Zawsze miała swoje ścieżki i im bardziej chciało jej się pomóc tym bardziej próbowała udowodnić nam jaka jest już samodzielna. Dzielna dziewczyna.
-Wysłałam i chyba faktycznie tam poszła. Śledziłam ją! – nie wiem czy ktoś ma taką babcie jak ja. Nie jest jeszcze specjalnie wiekowa, a gdy się ją poznaje ma się wrażenie, że poznało się drugą nastolatkę. Czasami to ja wydaje się od niej starsza.
-I wydaje ci się, że cię nie widziała? – tego byłam pewna. Babcia w takich sprawach była szalenie dyskretna. Tak, że pewnie wyglądało to bardziej na odprowadzenie więźnia na ostatni posiłek. Mimo to zostałam zgromiona wzrokiem mojej ukochanej opiekunki.
-Byłam nad wyraz dyskretna. Założyłam nawet kapelusz. – rzuca do mnie jakby to naprawdę miało czynić z niej tajną agentkę.
-Niech zgadnę. Ten, który ubierasz w każdą niedzielę do kościoła? – jedna z moich brwi podjeżdża do góry i naprawdę starałam się powstrzymać śmiech. Oberwałam za to ścierką w plecy, wcale nie mocno, raczej delikatnie.
-Może i ten, ale nie noszę go na co dzień. Marcela na pewno się nie spostrzegła. – teraz i ona jest trochę rozbawiona. – Jedz śniadanie i leć. Nie możesz się spóźnić.
Zerknęłam na zegarek i upiłam łyk kawy, którą mi przygotowała. Jak zawsze jest słabsza niż, gdy robię sobie ją sama. Taki sprzeciw babci przeciwko mojemu napojowi szatana. Na śniadanie nie mam już czasu. Chwytam zapakowaną kanapkę i całuje babcie w policzek.
-Dziękuję!- zanim zdążyła zaprotestować, mnie już nie ma w kuchni.
Ostatni raz przeglądam się w lustrze i poprawiam trochę niesforną grzywkę. Nie jest tak źle. Większość moich rzeczy jest albo uszyta przeze mnie albo przerobiona z tych, które znalazłam w lumpeksie. Nie odpuszczam sobie swojej ukochanej skórzanej, czarnej kurtki, mimo, że założyłam spódnicę, obcisłą, ołówkową w kolorze butelkowym. Kochałam ten odcień zieleni. Do tego założyłam zwykły biały podkoszulek. Do torebki wciskam buty na obcasie. Gdy muszę biec na autobus potrzebuje swoich wygodnych trampek, które nijak pasowały do całkiem eleganckiego looku. Nie ma mowy, żebym dała przebiec taki kawał na tych słupkach. Prędzej bym zęby wybiła niż to by się stało. Mam zamiar naprawić to zanim znajdę się w gabinecie z prezesem.
Mieszkamy całkiem daleko od centrum, do którego teraz się udawałam. Właściwie miało to więcej plusów niż minusów. Nie lubię tego tłoku, nie lubię mieć sąsiadów za ścianą. Kocham za to nasz nieduży ogródek i huśtawkę, która tam stoi. Kocham tą odrobinę swobody.
Podmiejski autobus zawiózł mnie prawie na miejsce. Przysiadłam na ławce i zmieniłam swoje obuwie. Tak mogę się pokazać w firmie, w której styl jest jednym z elementów na porządku dziennym. Zerknęłam na całkiem spory budynek. Tak strasznie chciałabym tu pracować i wcale nie na stanowisku, na które dziś aplikuje. Ochniewski. To mówiło wszystko. Chciałam tworzyć dla nich, ale staż nie jest tym, co mogło by mi pozwolić na opłacanie studiów. Miałam cichą nadzieję, że gdyby udało mi się zostać asystentką prezesa to może jednak, w którymś momencie mogłabym się przenieść. Nie mogłam się oszukiwać, na razie miałam też większe doświadczenie w byciu czyjąś sekretarką niż asystentką.
Popchnęłam całkiem ciężkie drzwi i weszłam do budynku. Nie cierpię tego wszędzie obecnego szkła. Dla mnie jest takie zimne i tak mało intymne. Może zbyt nowoczesne? Podeszłam do miło wyglądającej recepcjonistki.
-Dzień dobry. Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną. – rzucam do niej z uśmiechem. Odwdzięczyła się tym samym.
-Zapraszam na piąte piętro. Tam zajmie się panią dotychczasowa asystentka pana prezesa. – uśmiecham się jeszcze raz do kobiety w podziękowaniu i ruszam do windy.
Zerkam na swoje odbicie w lustrze. Pasuje tu. Czuje się tu nieźle. Może podchodzę do tego bardziej pozytywnie niż zwykle, bo oferowana sumka jest też naprawdę wesoła i satysfakcjonująca.
Gdy drzwi windy ponownie się otworzyły widzę rudą kobietę. Już rozumiem dlaczego szukają kogoś nowego. Ta zdecydowanie jest w błogosławionym stanie. W ogłoszeniu nie było jednak nic o tym, że to tylko na czas jej urlopu macierzyńskiego.
-Maja Przybylska jak miewam. – uśmiecha się do mnie i podaje swoją ciepłą dłoń. Jej oczy są wyjątkowo żywe, ciepłe i ciekawskie. –Krystian jest już wolny, więc zapraszam. – wskazuje mi kolejne pomieszczenie. Dziękowałam Bogu, że nie jest przeszklone. Plusem było to, że gdyby już udało mi się tu pracować nie musiałabym patrzeć na prezesa przez cały czas.
Wiedziałam jak wygląda. Był przede wszystkim młody, miał tylko trzydzieści lat i już tyle osiągnął. Nie tylko miał swoją markę, którą kobiety uwielbiały. To była tylko jedna z części, którą się zajmowała jego firma. Słyszałam o czasopiśmie, słyszałam o SPA. Zarabiał na kobietach jakkolwiek źle to brzmiało. I kobiety go kochały.
Gdy po krótkim zapukaniu wchodzę do środka fotel odwrócony jest tyłem do mnie. Szybko to się jednak zmienia. Obserwuje jak wstaje, jest wyższy niż wydawało mi się na zdjęciach, a gdy odwraca się do mnie już zupełnie wiem jedno. Zdjęcia kłamią.
Na chwilę daje się porwać jego urokowi. Ma mniej więcej 190 cm wzrostu i szerokie ramiona. Piękne barki widać już przez tą idealnie skrojoną marynarkę. Do tego wąskie biodra i mogę się tylko domyślać, że mięśnie na dole jego brzucha układają się w to seksowne V. To nie jest jednak jego największy atut. Oczy. Piękne niebieskie i bystre. Mam wrażenie, że od razu przeszywają mnie na wskroś. Jeszcze na dodatek ta męska szczęka, piękne usta wprost stworzone do całowania. Z wyglądu nie ma niczego, co nie byłoby w nim idealne. Szybko się jednak ogarniam. W mojej głowie pojawiło się raczej małe ostrzeżenie. Im facet był przystojniejszy tym częściej bardziej popieprzony. On miał już wszystko, w moim mniemaniu nie mógł być normalny.
-Krystian Ochniewski. – przedstawia się chociaż to zbędne i podaje mi swoją ciepłą, dużą dłoń. Jego uścisk jest pewny, co potwierdza mi jego władczość. To raczej irytujące.
- Maja Przybylska. Miło mi pana poznać. – staram się być tak profesjonalna jak tylko się da. Nie chce go zrazić do siebie na wstępie. A moja słodka opinia o nim, pozostanie tylko dla mnie.
-Proszę usiąść. – nie uśmiecha się. Na jego twarzy nie widać nic. Tylko te oczy obserwują mnie zbyt mocno. Mimo to spełniłam prośbę, chociaż w jego ustach brzmi to nawet bardziej na rozkaz. –Przejrzałem pani dokumenty, zbadaliśmy historię pani zatrudnienia. Trochę dużo tego wszystkiego jak na tak młodą osobę.
Czułam jak świdruje mnie wzrokiem. Jakby obawiał się, że wywalili mnie z każdej pracy. Kto jak kto, ale on powinien rozumieć poszukiwania siebie i brak gotówki.
-Pracuję od piętnastego roku życia, więc to aż tak nie powinno dziwić. Pracowałam gdzie właściwie mogłam. Staram się po prostu sama dbać o siebie. – odpowiadam mu równie długim spojrzeniem. Ponoć najważniejsze to nie dać się zbić na wstępie.
-Chyba nie bardzo pani to wychodzi. Wygląda pani na wychudzoną. Nasza marka odzieżowa promuje zdrowy typ kobiety, więc nie jestem pewny jak by to wyglądało, gdyby moja asystentka była zbyt chuda.
Nie wiem, co się kryje za tym jego stwierdzeniem, ale wiem, że mnie denerwuje. Co jak co, ale na pole osobiste nie powinien się nawet zgłębiać. Mógł wypytać o to czy mam dzieci i jestem dyspozycyjna, ale o moją dietę? To była tylko i wyłącznie moja sprawa.
-Myślę, że to było całkiem nieuprzejme z pana strony. – widziałam w jego oczach, że jest zaskoczony. Cóż najwidoczniej nie przywykł biedaczyna do tego, że jakaś kobieta może przypadkiem mu zaprotestować i zganić go. Nie miałam zamiaru dać się obrażać. – Pracuje na dwa etaty, więc nie zawsze mam czas myśleć o jedzeniu. – zerkam na niego trochę oburzona.
-Drugi etat nie będzie przeszkadzał w pracy tutaj? Czasami jest naprawdę dużo roboty. A właściwie zwykle jest jej całkiem sporo.
-Drugi etat to nocny etat. – widziałam jak jego jedna brew podjeżdża do góry. Sama uświadamiam sobie dopiero po chwili jak mogło to zabrzmieć. Mimo to robię się oburzona. Jak mógł pomyśleć coś takiego? – Gdyby była to rzecz, o której pan właśnie pomyślał to czy naprawdę przyznałabym się do tego na rozmowie kwalifikacyjnej? – rzucam do niego. –To zwykła restauracja na litość boską. – pokręciłam głową z oburzeniem. Chyba coraz mniej podoba mi się ta rozmowa.
-Nic takiego nie powiedziałem. – jego jedna brew też podjeżdża jeszcze bardziej do góry. Na moje się denerwuje, ale trudno.
-Ale to brzmiało jak taka sugestia. – rzucam do niego zła. –Może wróćmy do konkretów. Dwa etaty, mało czasu. – przypominam mu.
-A weekendy? Czasami pracuję w soboty. Nie często, ale zdarza się.
-W weekendy nie mogę… - zaczynam, ale on wchodzi mi w słowo.
-Trzeci etat? – w jego głosie pobrzmiewa duża dawka ironii. Widzę, że coraz lepiej się bawi. Ja za to nie. – Ma pani jakieś dzieci, które ukryła w CV? – jeszcze zarzuca mi kłamstwo. Złość coraz bardziej się we mnie zbiera.
-Studiuje w weekendy. Po to mi dwa etaty. – nie mam zamiaru mu się z niczego więcej tłumaczyć.
Przez chwilę nic nie mówi. Przygląda mi się uważnie. Nie wiem czy strzeli teraz we mnie. Na pewno nie będzie to przyjemne.
-Nie przekonują mnie blondynki. – rzuca krótko z dziwnym błyskiem w oku. Nie wiem już jak bardzo ze mnie kpi, a jak bardzo jest po prostu głupkiem w drogim garniturze.
To mnie denerwuje jeszcze bardziej. Co on sobie wyobraża? Trzeci cios to za dużo. Praca tutaj jednak nie jest dla mnie.
-Najpierw myśli pan, że pracuje w nocnym klubie lub burdelu, a teraz jeszcze mi mówi, że nie lubi blondynek? Co to ma wspólnego z tym jaką pracownicą jestem? – zerkam na niego jeszcze bardziej oburzona. – Nasłuchał się pan może żartów o blondynkach, ale nie dam się dyskryminować ze względu na kolor moich włosów. Po drugie… do CV było dołączone zdjęcie. Mógł pan nie tracić mojego całkiem cennego czasu. – wstaje z krzesła. Wiem, że będę tego kiedyś żałować. Teraz jednak więcej obrażania mnie nie zniosę. Wyczerpał limit. – Dziękuję panu… a właściwie to nie dziękuje. – prycham trochę bezczelnie.
Jeszcze w jego gabinecie zdejmuje z nóg niewygodne szpilki. Nie reaguje na żadną z jego zaczepek. Na rajstopach uciekam w stronę windy. Może będę tego żałować ale u takiego gbura nie chce pracować. Nie był warty założenie tak niewygodnych obcasów.
Mr. Grey
To było ciekawe. Czułem złość, a jednocześnie zaintrygowała mnie. Odważyła się wyjść za nim zdążyłem jeszcze ją zatrzymać. Ma charakterek to pewne. Mimo złości, uśmiechałem się. Ta blondynka jest chyba zdecydowanym przeciwieństwem tego, co zwykle z nimi utożsamiałem. Nie brak jej koloru.
Do pokoju weszła Magda. Jest coraz piękniejsza, z każdym dniem coraz bardziej promienieje. Ciąża służy jej. Aż żałuje, że niedługo będę musiał ją pożegnać. Najchętniej wcale bym jej nie wymieniał. Jej ta firma przyniosła chyba więcej szczęścia niż mnie. Mąż, dziecko i udane życie.
-Chyba ją wezmę. – rzucam do Magdy. Zna mnie już trochę lepiej. – Podoba mi się jej charakter. – dodaje, gdy zerka na mnie z oburzeniem. Z tym nielubieniem blondynek to właściwie przesadziłem. Blondynki są… dziwne.
-Pracowała dla Modrzewskiego i ma od niego świetne referencje. To powinno cię interesować. – dorzuca poważnie.
-Nie wczuwaj się w rolę matki. – uśmiecham się w jej kierunku. Mam jedną i to mi wystarczy.
Magda zostawiła na moim biurku stertę nowych papierów. Chciało się, to się ma. Zanim do nich siadam zerkam na telefon. Mam kilka nowych wiadomości na firmowej poczcie, ale nie o to mi chodzi. Bunny jeszcze nie odpisała na moją poprzednią wiadomość. Czy ona też miała doświadczyć takich rozmów kwalifikacyjnych jak ja dziś? Nie znam jej, pewnie nigdy nie poznam, a jakaś część mnie się martwi. Chyba żaden dureń nie zrobił jej krzywdy? Jest zbyt urocza, żeby ktoś ją miał skrzywdzić.
Wracam do pracy. Godziny lecą, a ja mam wrażenie, że sterta tylko się powiększa. Kiedyś myślałem, że gdy jest się prezesem nic się nie robi. Teraz wiem, że to bujda. Nic nie przychodzi samo, a za wszystkim stoi ciężka praca wielu osób.
Gdy w końcu słyszę znowu sygnał swojej poczty czuje, że to ona. Dlaczego tak się cieszę? Moje serce zamiera jednak, gdy odczytuje wiadomość od niej.

Nadawca: Bunny
Temat: Nie trzymałeś kciuków wystarczająco mocno.
Data: 17 września 2014, 15:52
Adresat: Mr. Grey
Nigdy, ale to nigdy więcej rozmów u Ochniewskiego! Chociażby kiedyś mieli mnie całować po stópkach! Nigdy już się tam nie stawię!

Zła Bunny

Czy to mogła być ona? Czy poznałem Bunny? Jakim cudem na siebie trafiliśmy? Przed blondynką były trzy inne dziewczyny, ale tylko z jedną się pokłóciłem. To jest Bunny?

Nadawca: Mr. Grey
Temat: Trzymałem aż za mocno.
Data: 17 września 2014, 15:56
Adresat: Bunny

Może nie było tak źle i jednak dostaniesz tą robotę? Co się tam działo?

Zaciekawiony Mr. Grey

Nie czekam długo na jej odpowiedź. I tym razem pozostawia mnie już bez złudzeń.

Nadawca: Bunny
Temat: Dupek, cham i skończona łajza.
Data: 17 września 2014, 16:01
Adresat: Mr. Grey

Czy trzy określenia w moim temacie ci wystarczą? I jeszcze przeżyłam blond dyskryminacje!

Bunny, która ma dość.

To moja Bunny. Ta śmieszna blondynka to ona. Teraz, gdy już wiem, że to ona patrzę na wszystko inaczej. Nawet jest mi przykro, że tak zjechałem ją za bycie szczupłą. Znam przecież jej rozkład dnia na pamięć. Znam ją pół roku i uwielbiam rozmowy z moim Króliczkiem, ale ile to razy odpisywała mi późno w nocy, gdy wracała z knajpy, a później wczesnym rankiem, gdy szykowała się do kolejnej pracy? Podziwiam ją nadal i chociaż nie wszystko chce mi powiedzieć to domyślam się, że za tym stoją nie jedne koszmary. Mówi, że jest dobrze, ale… to jedna osoba, która teraz doskonale pasuje mi do zbyt chudej blondynki, wzbudza we mnie chęć zaopiekowania się nią. Tylko co jeżeli już to skopałem? Panie Ochniewski trochę wiary w siebie, po coś w końcu ma się urok osobisty!

Nadawca: Mr. Grey
Temat: Nie łam się.
Data: 17 września 2014, 16:10
Adresat: Bunny

Jak nie tu to może gdzie indziej. Zresztą… może wyjdzie ci jeszcze to na dobre? Nigdy nie wiadomo kiedy los się odwróci.
Zjedz coś!

Mr. Grey

Wiem już co robić. Szukam jej CV i znajduje zakładkę obecne zatrudnienie. Będzie pewnie tam wieczorem.

Bunny

Co ci wszyscy mężczyźni mają z tym całym jedzeniem? Jedzenie to ostatnia rzecz, o której teraz myślę. Tak wygodnie jest leżeć na własnym łóżku i chwilę móc odpocząć. Mam kilka godzin zanim zacznę pracę. Nadal czułam się zła, ale… Grey ma rację. Znajdzie się inna, lepsza oferta. W to przynajmniej muszę wierzyć, żeby nie zwariować. Z kurtki wypadła mi wizytówka tego chama. Mogłabym ją równie dobrze porwać, ale o niektórych rzeczach lepiej pamiętać. Sięgam po marker i na odwrocie piszę krótkie słowo: „dupek”. Wrzucam ją do kartonika schowanego pod łóżkiem i przytulam białego misia. Od razu robi mi się lepiej.

Nadawca: Bunny
Temat: Co wy z tym jedzeniem?
Data: 17 września 2014, 16:23
Adresat: Mr. Grey
A jak nie zjem to co? Dostanę klapsa?

Wcale nie głodna Bunny

Swoją drogą ani trochę nie rozumiem tego jego nicku. Nie jest ani trochę podobny do osoby, która kojarzy mi się z uosobieniem Greya. Nie rozumiem ani fenomenu tej książki, ani tego o co w tym chodzi. Dlaczego myśli o sobie w taki sposób? Na razie nie znalazłam nic w nim strasznego. Wiadomo, oboje znamy swoją lepszą wersje, chociaż staram mu się nie oszczędzać swoich wad i być szczerą od początku do końca. Na razie widzę jego zalety. Jest opiekuńczy, empatyczny i według mnie ma dobre serce. Czy ktoś go mocno skrzywdził i chce o sobie tak myśleć? A może próbuje udawać, że taki jest? To pozostanie dla mnie zagadką.

Nadawca: Mr. Grey
Temat: Nie łam się.
Data: 17 września 2014, 16:30
Adresat: Bunny

A lubisz takie zabawy? Króliczku coraz bardziej mnie zaskakujesz!

Zaintrygowany Mr. Grey


Śmieje się przed laptopem. Co jak co ale do tego nie mam żadnych wątpliwości. Nie mam pojęcia czy je lubię czy nie.

Nadawca: Bunny
Temat: I kto tu jest niegrzeczny?
Data: 17 września 2014, 16:33
Adresat: Mr. Grey

Im mniej wiesz tym lepiej śpisz Grey! Zmykam do pracy.
Całusy.

Bunny, która zostawia cię w słodkiej niewiedzy.


Nie wiem jak to się dzieje. Nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem. Kilka wiadomości z nim, a wszystko staje się łatwiejsze. Dlaczego? Magia Internetu? Zauroczenie? Cokolwiek to jest niech trwa jeszcze długo.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz