Bunny
Dawno, dawno temu
urodziła się mała dziewczynka, której do szczęścia było
naprawdę nie wiele potrzebne. W zasadzie czuła się już o niebo
lepiej, gdy do jej drobnych rączek dostawał się duży, biały miś
i mogła się do niego przytulić. Wszystkie złe wspomnienia
odchodziły wtedy jak za sprawą dotknięcia magicznej różdżki.
Rosła, a miś stawał się powiernikiem najskrytszych myśli, razem
z kartonem po butach z drobnymi pamiątkami z najważniejszych w jej
życiu momentów. Zmieniała się, dorastała, a pluszak wędrował z
nią. Jakkolwiek daleko była od osób, które ją kochały
wystarczyła chwila, spojrzenie rzucone na maskotkę żeby wziąć
się w garść. Jakkolwiek życie było trudne, zawsze znajdowało
się coś, co mogłoby je osłodzić. Jedno wspomnienie, które
dodawało wiary, że jeszcze karty się odwrócą.
Ciężka praca nie jest
mi obca. Na większość rzeczy w swoim życiu zapracowałam. Nie
miałam tyle szczęścia, co niektóre dzieciaki w tej kwestii. Nigdy
jednak nie narzekałam. Babcia zapewniała mi i mojej siostrze to co
najważniejsze – miłość. O resztę mogłam sama walczyć i wcale
nie miałam o to pretensji. Może dało mi to więcej w życiu? Nie
bałam się już nowych wyzwań i chociaż czasami bywało naprawdę
ciężko to… miałam przynajmniej twardy tyłek.
Lato się kończyło, ba
nadchodził październik, a jedna z moich prac, właściwie ta główna
miała odejść w niepamięć. Właściwie patrząc na wyniki jakie
osiągała ta spółka, to na rynku byli i tak za długo. Dla mnie to
znaczyło jedno, musiałam rozejrzeć się za czymś, co miało mi
pozwolić swobodnie żyć i nadal się uczyć w weekendy. Powysyłałam
naprawdę sporo CV i kilka rozmów było przede mną. Jedna z nich
była w piątkowe przedpołudnie. Nie denerwowałam się specjalnie,
na rozmowach kwalifikacyjnych byłam tyle razy, że… nie było mi
już nic obce. Przeszłam i wersje z problemami do rozwiązania i
mnóstwem osobistych pytań. Ba! Zdarzały mi się nawet rozmowy, w
czasie których ktoś próbował się do mnie dobierać.
Przed wyjściem miałam
jeszcze jedną rzecz do zrobienia. Było to dziwne, ale czułam się
lepiej, gdy napisałam do niego chociaż słowo. Nie miałam wielu
przyjaciół. Chyba było to prawie niemożliwe, żebym ich miała.
Dwa etaty, opieka nad nastolatką i studia. Nie brzmi kolorowo, a on
mimo szarości w swoim nicku… ubarwiał moje życie.
Nadawca:
Bunny
Temat:
Trzymaj kciuki.
Data:
17 września 2014, 08:52
Adresat:
Mr. Grey
Musze
lecieć na rozmowę. Obstawiasz zboczeńca, psychopatę czy
wstrętnego, potliwego trola?
Rozbawiona
Bunny
Nie czekałam na jego
odpowiedź. Tyle czasu tym razem nie miałam, a mój telefon
zdecydowanie nie należał do tych, które posiadałyby Internet i
wszystkie te dziwne aplikacje. Miałam ważniejsze wydatki niż to, w
tym momencie chociażby nowy laptop. Po cichu liczyłam, że coś
jednak mi zostanie, gdy opłacę czesne za pół roku. Informacji
jeszcze konkretnej nie było, ale zawsze mogłam liczyć na jakąś
zniżkę gdy płaciłam z góry i małą premię za dobre wyniki w
nauce. Dopóki zasady nie były jednak ustalone musiałam liczyć się
z tym, że będę musiała zapłacić całość. Całkiem okrągłą
sumkę jak na moją kieszeń.
Zbiegłam po schodach i
wpadłam na chwilę do kuchni. Jak zwykle grało tam radio z
ulubionymi, starymi kawałkami babci. Krzątała się po kuchni, ale
gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się ciepło.
-Wysłałaś ją do
szkoły? – zerkam na babcie. Ostatnio nie zawsze Młoda trafiała
tam gdzie miała, a jak trafiała to momentami nie za dobrze się to
kończyło. Ani ja ani babcia nie wiedziałyśmy co też się w tym
roku z nią wyprawiało. Marcela była jak kot. Zawsze miała swoje
ścieżki i im bardziej chciało jej się pomóc tym bardziej
próbowała udowodnić nam jaka jest już samodzielna. Dzielna
dziewczyna.
-Wysłałam i chyba
faktycznie tam poszła. Śledziłam ją! – nie wiem czy ktoś ma
taką babcie jak ja. Nie jest jeszcze specjalnie wiekowa, a gdy się
ją poznaje ma się wrażenie, że poznało się drugą nastolatkę.
Czasami to ja wydaje się od niej starsza.
-I wydaje ci się, że
cię nie widziała? – tego byłam pewna. Babcia w takich sprawach
była szalenie dyskretna. Tak, że pewnie wyglądało to bardziej na
odprowadzenie więźnia na ostatni posiłek. Mimo to zostałam
zgromiona wzrokiem mojej ukochanej opiekunki.
-Byłam nad wyraz
dyskretna. Założyłam nawet kapelusz. – rzuca do mnie jakby to
naprawdę miało czynić z niej tajną agentkę.
-Niech zgadnę. Ten,
który ubierasz w każdą niedzielę do kościoła? – jedna z moich
brwi podjeżdża do góry i naprawdę starałam się powstrzymać
śmiech. Oberwałam za to ścierką w plecy, wcale nie mocno, raczej
delikatnie.
-Może i ten, ale nie
noszę go na co dzień. Marcela na pewno się nie spostrzegła. –
teraz i ona jest trochę rozbawiona. – Jedz śniadanie i leć. Nie
możesz się spóźnić.
Zerknęłam na zegarek i
upiłam łyk kawy, którą mi przygotowała. Jak zawsze jest słabsza
niż, gdy robię sobie ją sama. Taki sprzeciw babci przeciwko mojemu
napojowi szatana. Na śniadanie nie mam już czasu. Chwytam
zapakowaną kanapkę i całuje babcie w policzek.
-Dziękuję!- zanim
zdążyła zaprotestować, mnie już nie ma w kuchni.
Ostatni raz przeglądam
się w lustrze i poprawiam trochę niesforną grzywkę. Nie jest tak
źle. Większość moich rzeczy jest albo uszyta przeze mnie albo
przerobiona z tych, które znalazłam w lumpeksie. Nie odpuszczam
sobie swojej ukochanej skórzanej, czarnej kurtki, mimo, że
założyłam spódnicę, obcisłą, ołówkową w kolorze butelkowym.
Kochałam ten odcień zieleni. Do tego założyłam zwykły biały
podkoszulek. Do torebki wciskam buty na obcasie. Gdy muszę biec na
autobus potrzebuje swoich wygodnych trampek, które nijak pasowały
do całkiem eleganckiego looku. Nie ma mowy, żebym dała przebiec
taki kawał na tych słupkach. Prędzej bym zęby wybiła niż to by
się stało. Mam zamiar naprawić to zanim znajdę się w gabinecie z
prezesem.
Mieszkamy całkiem daleko
od centrum, do którego teraz się udawałam. Właściwie miało to
więcej plusów niż minusów. Nie lubię tego tłoku, nie lubię
mieć sąsiadów za ścianą. Kocham za to nasz nieduży ogródek i
huśtawkę, która tam stoi. Kocham tą odrobinę swobody.
Podmiejski autobus
zawiózł mnie prawie na miejsce. Przysiadłam na ławce i zmieniłam
swoje obuwie. Tak mogę się pokazać w firmie, w której styl jest
jednym z elementów na porządku dziennym. Zerknęłam na całkiem
spory budynek. Tak strasznie chciałabym tu pracować i wcale nie na
stanowisku, na które dziś aplikuje. Ochniewski. To mówiło
wszystko. Chciałam tworzyć dla nich, ale staż nie jest tym, co
mogło by mi pozwolić na opłacanie studiów. Miałam cichą
nadzieję, że gdyby udało mi się zostać asystentką prezesa to
może jednak, w którymś momencie mogłabym się przenieść. Nie
mogłam się oszukiwać, na razie miałam też większe doświadczenie
w byciu czyjąś sekretarką niż asystentką.
Popchnęłam całkiem
ciężkie drzwi i weszłam do budynku. Nie cierpię tego wszędzie
obecnego szkła. Dla mnie jest takie zimne i tak mało intymne. Może
zbyt nowoczesne? Podeszłam do miło wyglądającej recepcjonistki.
-Dzień dobry. Przyszłam
na rozmowę kwalifikacyjną. – rzucam do niej z uśmiechem.
Odwdzięczyła się tym samym.
-Zapraszam na piąte
piętro. Tam zajmie się panią dotychczasowa asystentka pana
prezesa. – uśmiecham się jeszcze raz do kobiety w podziękowaniu
i ruszam do windy.
Zerkam na swoje odbicie w
lustrze. Pasuje tu. Czuje się tu nieźle. Może podchodzę do tego
bardziej pozytywnie niż zwykle, bo oferowana sumka jest też
naprawdę wesoła i satysfakcjonująca.
Gdy drzwi windy ponownie
się otworzyły widzę rudą kobietę. Już rozumiem dlaczego szukają
kogoś nowego. Ta zdecydowanie jest w błogosławionym stanie. W
ogłoszeniu nie było jednak nic o tym, że to tylko na czas jej
urlopu macierzyńskiego.
-Maja Przybylska jak
miewam. – uśmiecha się do mnie i podaje swoją ciepłą dłoń.
Jej oczy są wyjątkowo żywe, ciepłe i ciekawskie. –Krystian jest
już wolny, więc zapraszam. – wskazuje mi kolejne pomieszczenie.
Dziękowałam Bogu, że nie jest przeszklone. Plusem było to, że
gdyby już udało mi się tu pracować nie musiałabym patrzeć na
prezesa przez cały czas.
Wiedziałam jak wygląda.
Był przede wszystkim młody, miał tylko trzydzieści lat i już
tyle osiągnął. Nie tylko miał swoją markę, którą kobiety
uwielbiały. To była tylko jedna z części, którą się zajmowała
jego firma. Słyszałam o czasopiśmie, słyszałam o SPA. Zarabiał
na kobietach jakkolwiek źle to brzmiało. I kobiety go kochały.
Gdy po krótkim zapukaniu
wchodzę do środka fotel odwrócony jest tyłem do mnie. Szybko to
się jednak zmienia. Obserwuje jak wstaje, jest wyższy niż wydawało
mi się na zdjęciach, a gdy odwraca się do mnie już zupełnie wiem
jedno. Zdjęcia kłamią.
Na chwilę daje się
porwać jego urokowi. Ma mniej więcej 190 cm wzrostu i szerokie
ramiona. Piękne barki widać już przez tą idealnie skrojoną
marynarkę. Do tego wąskie biodra i mogę się tylko domyślać, że
mięśnie na dole jego brzucha układają się w to seksowne V. To
nie jest jednak jego największy atut. Oczy. Piękne niebieskie i
bystre. Mam wrażenie, że od razu przeszywają mnie na wskroś.
Jeszcze na dodatek ta męska szczęka, piękne usta wprost stworzone
do całowania. Z wyglądu nie ma niczego, co nie byłoby w nim
idealne. Szybko się jednak ogarniam. W mojej głowie pojawiło się
raczej małe ostrzeżenie. Im facet był przystojniejszy tym częściej
bardziej popieprzony. On miał już wszystko, w moim mniemaniu nie
mógł być normalny.
-Krystian Ochniewski. –
przedstawia się chociaż to zbędne i podaje mi swoją ciepłą,
dużą dłoń. Jego uścisk jest pewny, co potwierdza mi jego
władczość. To raczej irytujące.
- Maja Przybylska. Miło
mi pana poznać. – staram się być tak profesjonalna jak tylko się
da. Nie chce go zrazić do siebie na wstępie. A moja słodka opinia
o nim, pozostanie tylko dla mnie.
-Proszę usiąść. –
nie uśmiecha się. Na jego twarzy nie widać nic. Tylko te oczy
obserwują mnie zbyt mocno. Mimo to spełniłam prośbę, chociaż w
jego ustach brzmi to nawet bardziej na rozkaz. –Przejrzałem pani
dokumenty, zbadaliśmy historię pani zatrudnienia. Trochę dużo
tego wszystkiego jak na tak młodą osobę.
Czułam jak świdruje
mnie wzrokiem. Jakby obawiał się, że wywalili mnie z każdej
pracy. Kto jak kto, ale on powinien rozumieć poszukiwania siebie i
brak gotówki.
-Pracuję od piętnastego
roku życia, więc to aż tak nie powinno dziwić. Pracowałam gdzie
właściwie mogłam. Staram się po prostu sama dbać o siebie. –
odpowiadam mu równie długim spojrzeniem. Ponoć najważniejsze to
nie dać się zbić na wstępie.
-Chyba nie bardzo pani to
wychodzi. Wygląda pani na wychudzoną. Nasza marka odzieżowa
promuje zdrowy typ kobiety, więc nie jestem pewny jak by to
wyglądało, gdyby moja asystentka była zbyt chuda.
Nie wiem, co się kryje
za tym jego stwierdzeniem, ale wiem, że mnie denerwuje. Co jak co,
ale na pole osobiste nie powinien się nawet zgłębiać. Mógł
wypytać o to czy mam dzieci i jestem dyspozycyjna, ale o moją
dietę? To była tylko i wyłącznie moja sprawa.
-Myślę, że to było
całkiem nieuprzejme z pana strony. – widziałam w jego oczach, że
jest zaskoczony. Cóż najwidoczniej nie przywykł biedaczyna do
tego, że jakaś kobieta może przypadkiem mu zaprotestować i zganić
go. Nie miałam zamiaru dać się obrażać. – Pracuje na dwa
etaty, więc nie zawsze mam czas myśleć o jedzeniu. – zerkam na
niego trochę oburzona.
-Drugi etat nie będzie
przeszkadzał w pracy tutaj? Czasami jest naprawdę dużo roboty. A
właściwie zwykle jest jej całkiem sporo.
-Drugi etat to nocny
etat. – widziałam jak jego jedna brew podjeżdża do góry. Sama
uświadamiam sobie dopiero po chwili jak mogło to zabrzmieć. Mimo
to robię się oburzona. Jak mógł pomyśleć coś takiego? –
Gdyby była to rzecz, o której pan właśnie pomyślał to czy
naprawdę przyznałabym się do tego na rozmowie kwalifikacyjnej? –
rzucam do niego. –To zwykła restauracja na litość boską. –
pokręciłam głową z oburzeniem. Chyba coraz mniej podoba mi się
ta rozmowa.
-Nic takiego nie
powiedziałem. – jego jedna brew też podjeżdża jeszcze bardziej
do góry. Na moje się denerwuje, ale trudno.
-Ale to brzmiało jak
taka sugestia. – rzucam do niego zła. –Może wróćmy do
konkretów. Dwa etaty, mało czasu. – przypominam mu.
-A weekendy? Czasami
pracuję w soboty. Nie często, ale zdarza się.
-W weekendy nie mogę…
- zaczynam, ale on wchodzi mi w słowo.
-Trzeci etat? – w jego
głosie pobrzmiewa duża dawka ironii. Widzę, że coraz lepiej się
bawi. Ja za to nie. – Ma pani jakieś dzieci, które ukryła w CV?
– jeszcze zarzuca mi kłamstwo. Złość coraz bardziej się we
mnie zbiera.
-Studiuje w weekendy. Po
to mi dwa etaty. – nie mam zamiaru mu się z niczego więcej
tłumaczyć.
Przez chwilę nic nie
mówi. Przygląda mi się uważnie. Nie wiem czy strzeli teraz we
mnie. Na pewno nie będzie to przyjemne.
-Nie przekonują mnie
blondynki. – rzuca krótko z dziwnym błyskiem w oku. Nie wiem już
jak bardzo ze mnie kpi, a jak bardzo jest po prostu głupkiem w
drogim garniturze.
To mnie denerwuje jeszcze
bardziej. Co on sobie wyobraża? Trzeci cios to za dużo. Praca tutaj
jednak nie jest dla mnie.
-Najpierw myśli pan, że
pracuje w nocnym klubie lub burdelu, a teraz jeszcze mi mówi, że
nie lubi blondynek? Co to ma wspólnego z tym jaką pracownicą
jestem? – zerkam na niego jeszcze bardziej oburzona. – Nasłuchał
się pan może żartów o blondynkach, ale nie dam się dyskryminować
ze względu na kolor moich włosów. Po drugie… do CV było
dołączone zdjęcie. Mógł pan nie tracić mojego całkiem cennego
czasu. – wstaje z krzesła. Wiem, że będę tego kiedyś żałować.
Teraz jednak więcej obrażania mnie nie zniosę. Wyczerpał limit. –
Dziękuję panu… a właściwie to nie dziękuje. – prycham trochę
bezczelnie.
Jeszcze w jego gabinecie
zdejmuje z nóg niewygodne szpilki. Nie reaguje na żadną z jego
zaczepek. Na rajstopach uciekam w stronę windy. Może będę tego
żałować ale u takiego gbura nie chce pracować. Nie był warty
założenie tak niewygodnych obcasów.
Mr. Grey
To było ciekawe. Czułem
złość, a jednocześnie zaintrygowała mnie. Odważyła się wyjść
za nim zdążyłem jeszcze ją zatrzymać. Ma charakterek to pewne.
Mimo złości, uśmiechałem się. Ta blondynka jest chyba
zdecydowanym przeciwieństwem tego, co zwykle z nimi utożsamiałem.
Nie brak jej koloru.
Do pokoju weszła Magda.
Jest coraz piękniejsza, z każdym dniem coraz bardziej promienieje.
Ciąża służy jej. Aż żałuje, że niedługo będę musiał ją
pożegnać. Najchętniej wcale bym jej nie wymieniał. Jej ta firma
przyniosła chyba więcej szczęścia niż mnie. Mąż, dziecko i
udane życie.
-Chyba ją wezmę. –
rzucam do Magdy. Zna mnie już trochę lepiej. – Podoba mi się jej
charakter. – dodaje, gdy zerka na mnie z oburzeniem. Z tym
nielubieniem blondynek to właściwie przesadziłem. Blondynki są…
dziwne.
-Pracowała dla
Modrzewskiego i ma od niego świetne referencje. To powinno cię
interesować. – dorzuca poważnie.
-Nie wczuwaj się w rolę
matki. – uśmiecham się w jej kierunku. Mam jedną i to mi
wystarczy.
Magda zostawiła na moim
biurku stertę nowych papierów. Chciało się, to się ma. Zanim do
nich siadam zerkam na telefon. Mam kilka nowych wiadomości na
firmowej poczcie, ale nie o to mi chodzi. Bunny jeszcze nie odpisała
na moją poprzednią wiadomość. Czy ona też miała doświadczyć
takich rozmów kwalifikacyjnych jak ja dziś? Nie znam jej, pewnie
nigdy nie poznam, a jakaś część mnie się martwi. Chyba żaden
dureń nie zrobił jej krzywdy? Jest zbyt urocza, żeby ktoś ją
miał skrzywdzić.
Wracam do pracy. Godziny
lecą, a ja mam wrażenie, że sterta tylko się powiększa. Kiedyś
myślałem, że gdy jest się prezesem nic się nie robi. Teraz wiem,
że to bujda. Nic nie przychodzi samo, a za wszystkim stoi ciężka
praca wielu osób.
Gdy w końcu słyszę
znowu sygnał swojej poczty czuje, że to ona. Dlaczego tak się
cieszę? Moje serce zamiera jednak, gdy odczytuje wiadomość od
niej.
Nadawca:
Bunny
Temat:
Nie trzymałeś kciuków wystarczająco mocno.
Data:
17 września 2014, 15:52
Adresat:
Mr. Grey
Nigdy, ale to nigdy
więcej rozmów u Ochniewskiego! Chociażby kiedyś mieli mnie
całować po stópkach! Nigdy już się tam nie stawię!
Zła Bunny
Czy to mogła być ona?
Czy poznałem Bunny? Jakim cudem na siebie trafiliśmy? Przed
blondynką były trzy inne dziewczyny, ale tylko z jedną się
pokłóciłem. To jest Bunny?
Nadawca:
Mr. Grey
Temat:
Trzymałem aż za mocno.
Data:
17 września 2014, 15:56
Adresat:
Bunny
Może nie było tak źle
i jednak dostaniesz tą robotę? Co się tam działo?
Zaciekawiony Mr. Grey
Nie czekam długo na jej
odpowiedź. I tym razem pozostawia mnie już bez złudzeń.
Nadawca:
Bunny
Temat:
Dupek, cham i skończona łajza.
Data:
17 września 2014, 16:01
Adresat:
Mr. Grey
Czy trzy określenia w
moim temacie ci wystarczą? I jeszcze przeżyłam blond
dyskryminacje!
Bunny, która ma dość.
To moja Bunny. Ta
śmieszna blondynka to ona. Teraz, gdy już wiem, że to ona patrzę
na wszystko inaczej. Nawet jest mi przykro, że tak zjechałem ją za
bycie szczupłą. Znam przecież jej rozkład dnia na pamięć. Znam
ją pół roku i uwielbiam rozmowy z moim Króliczkiem, ale ile to
razy odpisywała mi późno w nocy, gdy wracała z knajpy, a później
wczesnym rankiem, gdy szykowała się do kolejnej pracy? Podziwiam ją
nadal i chociaż nie wszystko chce mi powiedzieć to domyślam się,
że za tym stoją nie jedne koszmary. Mówi, że jest dobrze, ale…
to jedna osoba, która teraz doskonale pasuje mi do zbyt chudej
blondynki, wzbudza we mnie chęć zaopiekowania się nią. Tylko co
jeżeli już to skopałem? Panie Ochniewski trochę wiary w siebie,
po coś w końcu ma się urok osobisty!
Nadawca:
Mr. Grey
Temat:
Nie łam się.
Data:
17 września 2014, 16:10
Adresat:
Bunny
Jak nie tu to może gdzie
indziej. Zresztą… może wyjdzie ci jeszcze to na dobre? Nigdy nie
wiadomo kiedy los się odwróci.
Zjedz coś!
Mr. Grey
Wiem już co robić.
Szukam jej CV i znajduje zakładkę obecne zatrudnienie. Będzie
pewnie tam wieczorem.
Bunny
Co ci wszyscy mężczyźni
mają z tym całym jedzeniem? Jedzenie to ostatnia rzecz, o której
teraz myślę. Tak wygodnie jest leżeć na własnym łóżku i
chwilę móc odpocząć. Mam kilka godzin zanim zacznę pracę. Nadal
czułam się zła, ale… Grey ma rację. Znajdzie się inna, lepsza
oferta. W to przynajmniej muszę wierzyć, żeby nie zwariować. Z
kurtki wypadła mi wizytówka tego chama. Mogłabym ją równie
dobrze porwać, ale o niektórych rzeczach lepiej pamiętać. Sięgam
po marker i na odwrocie piszę krótkie słowo: „dupek”. Wrzucam
ją do kartonika schowanego pod łóżkiem i przytulam białego
misia. Od razu robi mi się lepiej.
Nadawca:
Bunny
Temat:
Co wy z tym jedzeniem?
Data:
17 września 2014, 16:23
Adresat:
Mr. Grey
A jak nie zjem to co?
Dostanę klapsa?
Wcale nie głodna Bunny
Swoją drogą ani trochę
nie rozumiem tego jego nicku. Nie jest ani trochę podobny do osoby,
która kojarzy mi się z uosobieniem Greya. Nie rozumiem ani fenomenu
tej książki, ani tego o co w tym chodzi. Dlaczego myśli o sobie w
taki sposób? Na razie nie znalazłam nic w nim strasznego. Wiadomo,
oboje znamy swoją lepszą wersje, chociaż staram mu się nie
oszczędzać swoich wad i być szczerą od początku do końca. Na
razie widzę jego zalety. Jest opiekuńczy, empatyczny i według mnie
ma dobre serce. Czy ktoś go mocno skrzywdził i chce o sobie tak
myśleć? A może próbuje udawać, że taki jest? To pozostanie dla
mnie zagadką.
Nadawca:
Mr. Grey
Temat:
Nie łam się.
Data:
17 września 2014, 16:30
Adresat:
Bunny
A lubisz takie zabawy?
Króliczku coraz bardziej mnie zaskakujesz!
Zaintrygowany Mr. Grey
Śmieje się przed
laptopem. Co jak co ale do tego nie mam żadnych wątpliwości. Nie
mam pojęcia czy je lubię czy nie.
Nadawca:
Bunny
Temat:
I kto tu jest niegrzeczny?
Data:
17 września 2014, 16:33
Adresat:
Mr. Grey
Im
mniej wiesz tym lepiej śpisz Grey! Zmykam do pracy.
Całusy.
Bunny,
która zostawia cię w słodkiej niewiedzy.
Nie wiem jak to się dzieje. Nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem. Kilka wiadomości z nim, a wszystko staje się łatwiejsze. Dlaczego? Magia Internetu? Zauroczenie? Cokolwiek to jest niech trwa jeszcze długo.